Karolina i Adam Dobrzyńscy postanowili dotrzeć na rodzinne święta do Krakowa pieszo. 24 września wyruszyli z Warrington w Anglii, by po niemal roku rozłąki spotkać się z mieszkającym w Polsce synem Kajetanem i zasiąść z nim do wigilijnej kolacji.
Podróż nazwali „Home to home”. Jej początek wyznacza dom, w którym dorastał Kajetan, a cel – miejsce, w którym mieszka obecnie. Samolot pozwoliłby pokonać tę trasę szybciej i taniej, jednak dla małżeństwa ważne jest również to, co wydarzy się po drodze.
Codziennie w drodze, bez pośpiechu
Dobrzyńscy zwykle wstają około szóstej rano, a przed dziewiątą rozpoczynają marsz. Adam zajmuje się planowaniem kolejnych etapów: sprawdza trasę, noclegi oraz dostęp do sklepów. Para znajduje też czas na relacje z miejsc i wydarzeń poprzedniego dnia.
Przeciętny etap liczy około 30 kilometrów i zajmuje od sześciu do dziewięciu godzin. Tempo zależy od długości odcinka, przewyższeń i terenu. Jeśli coś przyciągnie uwagę wędrowców, zatrzymują się, by lepiej poznać okolicę. Nie chcą się ścigać ani niczego udowadniać – wolą obserwować mijane miejsca, odkrywać nowe zakątki i próbować lokalnych potraw.
Po przejściu przez Anglię dotarli do Francji i Belgii. W chwili rozmowy znajdowali się już w Holandii. Karolina szczególnie zapamiętała belgijską zabudowę, a Adam docenił możliwość zobaczenia miejsc, do których prawdopodobnie nie trafiłby samochodem ani samolotem. Zaskoczeniem były dla nich czarne wiewiórki i hodowane w Belgii kangury. Przyglądają się także wielokulturowym miastom oraz poznają miejscową twórczość i kuchnię.
Po 900 kilometrach odczuwali już zmęczenie podróżą. Ciężkie plecaki, monotonia i obolałe nogi dawały o sobie znać, zwłaszcza gdy do sklepu lub noclegu pozostawało jeszcze daleko. Wędrowcy przekonali się, że przewidywanie takich trudności różni się od ich przeżywania. Motywuje ich świadomość, że każdy ukończony etap przybliża ich do Krakowa i wzmacnia wiarę we własne możliwości.
Wędrówki, które zaczęły się od spacerów
Pasja małżeństwa rozwijała się przez osiem lat. Po poważnej chorobie Karoliny i jej pobycie w szpitalu zaczęli wspólnie spacerować. Z czasem wydłużali dystanse: od krótszych tras, przez maraton, po 50 i 84 kilometry.
W lipcu tego roku pokonali 100 kilometrów w nieco ponad 20 godzin. Był to imieninowy pomysł Karoliny, która zamiast kwiatów poprosiła męża o wspólny marsz. Adam podjął wyzwanie, a po jego ukończeniu para zaczęła zastanawiać się nad kolejną wyprawą.
Wcześniej wędrowali już wzdłuż rzek i kanałów, trzykrotnie przeszli Anglię od jednego wybrzeża do drugiego i obeszli wyspę Anglesey. Realizują również projekt obejścia wybrzeża Wielkiej Brytanii, w ramach którego przeszli dotąd 8,5 tysiąca kilometrów. Marsz do Krakowa jest dla nich kolejnym sprawdzianem, przede wszystkim jednak wynika z tęsknoty za synem.
Czas na zmianę przyniosło zakończenie innego przedsięwzięcia. W sierpniu małżonkowie przestali prowadzić firmę e-commerce, którą rozwijali w Anglii przez ponad dekadę. Dzięki temu mogą więcej uwagi poświęcać temu, co daje im radość. Wędrowanie kojarzy im się ze spokojem, przestrzenią i wolnością. Chcą też pokazać dorosłym dzieciom, że nie ma jednego obowiązującego sposobu na życie, a nowy etap można rozpocząć w różnym wieku.
Życzliwość nieznajomych i pamięć o drugim synu
Na trasie Dobrzyńscy spotykają ludzi zainteresowanych ich celem. W Belgii o wyprawę zapytało dwóch pracowników sklepu. Jeden z nich zapłacił za zakupy pary, przekazując je jako podarunek na dalszą drogę.
Inny napotkany mężczyzna, który ze względu na zdrowie nie mógł spełnić marzenia o wędrowaniu, usłyszał od małżonków, że następne 100 kilometrów przejdą z myślą o nim. W Holandii ochroniarz sklepu chciał wiedzieć, gdzie może obserwować ich profil. Od osób śledzących podróż docierają do nich również wiadomości i życzenia powodzenia.
Choć celem wyprawy jest spotkanie z Kajetanem, rodzice pamiętają także o Kornelu, który pozostał w Anglii. W plecaku Karoliny znajduje się biała sowa otrzymana od drugiego syna. Matka wysyła mu ponadto pocztówki z miejscowości, w których zatrzymują się na noc.
Kraków ma zamknąć długą trasę rodzinnym spotkaniem. Wędrówka do jednego syna pozostaje zarazem sposobem, by okazać miłość obu.
Źródło: Urząd Miasta Krakowa
