Płacz niemowlęcia zwrócił uwagę kolejarza wracającego ze służby o świcie 4 maja 1904 roku. Zatrzymał się przy zamkniętym sklepiku pod adresem Kącik 7 w Podgórzu i zajrzał do mieszkania. W środku odkrył dramat: właściciel nie żył, jego żona była ciężko ranna, a ich córeczka potrzebowała pomocy.
Ofiarami nocnej napaści byli 31-letni Józef Kleszcz, 28-letnia Maria oraz ich dziesięciomiesięczna córka Aleksandra. Rodzina została zaatakowana podczas snu. Sprawcy użyli siekiery znalezionej w sieni, a następnie próbowali udusić domowników poduszkami. Józef zginął; Maria i Aleksandra przeżyły, choć odniosły poważne obrażenia.
Najpierw zbiegli się sąsiedzi, później przybyli policjanci, lekarz i przedstawiciele władz. Rozpoczęto oględziny oraz przesłuchania. Dochodzenie od początku utrudniało to, że przed przyjazdem policji mieszkańcy na własną rękę zaglądali do mieszkania i szukali śladów. Rozchodziły się też plotki.
Oszczędności ukryte w mieszkaniu
Kleszczowie utrzymywali się z małego sklepu. Nie należeli do ludzi bogatych, jednak trzymali w domu odłożone pieniądze. Wiedzieli o tym Jan Sobol i Jan Gregorski, obaj znający rodzinę. Sobol wcześniej pracował w okolicy, bywał u Kleszczów i orientował się, gdzie można szukać oszczędności.
O rabunku zaczęli myśleć już pod koniec 1903 roku. Brakowało im pieniędzy, a szczególnie interesował ich zielony kuferek, w którym spodziewali się znaleźć 700 koron.
W noc poprzedzającą odkrycie zbrodni przez kilka godzin przebywali na strychu szkoły w rejonie Krzemionek. Później dotarli na podwórze od strony Wisły. W sieni natknęli się na siekierę; Sobol uznał ją za skuteczniejsze narzędzie niż dłuto, które wcześniej zamierzali wykorzystać. Gregorski otworzył drzwi mieszkania i obaj weszli do środka.
To Sobol zadawał ciosy śpiącym małżonkom oraz płaczącej dziewczynce. Po próbie uduszenia rodziny napastnicy przeszukali pomieszczenia. Poszukiwanego kuferka nie znaleźli. Nie natrafili również na część pieniędzy i książeczki oszczędnościowe.
Błędne tropy i przyznanie się Gregorskiego
Przez pierwsze godziny policja nie potrafiła ustalić, kto zaatakował rodzinę. Ranna Maria nie była w stanie opowiedzieć, co się wydarzyło. Wśród jej urywanych słów pojawiły się imię Michał i nazwisko Wolujczyk, co skierowało uwagę śledczych na Michała Wolujczyka, znajomego Kleszczów zatrudnionego w podgórskiej fabryce szpagatu. Zatrzymano go, lecz lekarz nie stwierdził krwi ani na jego ciele, ani na ubraniu.
Podejrzenia padły również na Jana Mrowca, znajomego Józefa. Podczas rewizji znaleziono u niego pilnik ze śladami krwi. Mężczyzna spędził w areszcie około miesiąca, zanim ustalono, że nie miał związku z napaścią.
Rozwiązanie przyszło przy okazji innej sprawy. W nocy z 3 na 4 czerwca 1904 roku zatrzymano trzech młodych mężczyzn podejrzewanych o włamanie do sklepu bławatnego Neumanna przy ulicy Floriańskiej. Wśród nich byli Sobol i Gregorski. Po wielogodzinnym przesłuchaniu Gregorski przyznał się do napadu na Kleszczów i wskazał Sobola jako wspólnika.
Obaj trafili do więzienia św. Michała. Przyznawali udział w zbrodni, ale różnili się w opisie jej przebiegu i usiłowali obciążyć siebie nawzajem. Gregorski wspominał też o rozmowach dotyczących tak zwanego chrztu krwi. Była to jednak wersja jednego z oskarżonych, zainteresowanego przedstawieniem własnej roli w korzystniejszym świetle.
Proces, wyroki i decyzja o łasce
Przed krakowskim sądem karnym mężczyźni stanęli 30 czerwca 1904 roku. Swoje postępowanie tłumaczyli trudnym dzieciństwem, kłopotami finansowymi oraz brakiem perspektyw. Szczególnie poruszające okazało się przesłuchanie Marii Kleszczowej. Nadal osłabiona następstwami napadu, nie umiała odtworzyć wydarzeń ani rozpoznać sprawców. Sąd przerwał zadawanie pytań, ponieważ dalsze zeznania zbyt ją wyczerpywały.
Rozprawa zakończyła się po dwóch dniach. 1 lipca ława przysięgłych uznała Sobola i Gregorskiego za winnych, a sąd skazał ich na śmierć przez powieszenie. Przysięgli zwrócili się zarazem o ułaskawienie Gregorskiego. Ostateczne rozstrzygnięcie należało do władz centralnych w Wiedniu. Zbadano również poczytalność Sobola, lecz lekarze nie stwierdzili zaburzeń psychicznych, które podważałyby jego odpowiedzialność.
Zanim zapadła decyzja o łasce, sprawa stała się przedmiotem ponurego żartu. 30 listopada przed bramą więzienia św. Michała pojawili się ludzie domagający się wejścia na rzekomą egzekucję. Pokazywali bilety, które miały im to umożliwić. Tego dnia nie planowano jednak żadnego wykonania wyroku.
19 grudnia 1904 roku krakowska prasa podała wiadomość o cesarskim ułaskawieniu obu skazanych. Sobol miał odbyć karę dożywotniego ciężkiego więzienia, a Gregorski — spędzić w więzieniu 20 lat. Dodatkowo każdego roku, 4 maja, obaj mieli być osadzani w ciemnicy w rocznicę napaści. Przyjęli wiadomość o uratowaniu życia z ulgą, po czym przewieziono ich z krakowskiego aresztu do zakładu karnego w Wiśniczu.
Źródło: Urząd Miasta Krakowa
